27 paź 2026 AI 7 min czytania

Wyjdź z pętli. Niech agenci AI pracują, zanim otworzysz terminal

Od promptowania do zatwierdzania i obserwowania. O proaktywnych agentach, trwałych środowiskach i nowej roli programisty w agentic engineering.

Komiksowa ilustracja: programista odpoczywa, a autonomiczna fabryka agentów AI produkuje kod i dokumentację
Prompt → Zatwierdź → Obserwuj
Bartosz Janiak
Piszę o budowaniu oprogramowania.
Spis treści
  1. 01 Trzy poziomy pracy z agentem: prompt, kliknięcie, harmonogram
  2. 02 Proaktywny agent nie czeka, aż napiszesz „continue”
  3. 03 Trwały agent potrzebuje własnego miejsca pracy
  4. 04 Trzy przykłady, które pokazują, po co to wszystko
  5. 05 Core Four: cztery rzeczy, które musisz rozumieć
  6. 06 Vibe coding a agentic engineering
  7. 07 Jak zacząłbym we własnym projekcie?
  8. 08 Przestań być przyciskiem Start

Współczesny programista potrafi mieć otwarte trzy terminale, w każdym agenta AI, a w czwartym oknie dokumentację. Wszystkie modele piszą kod, analizują i wykonują polecenia. A mimo to najbardziej zapracowanym elementem tego układu nadal jest człowiek.

Bo to Ty piszesz kolejny prompt. Ty sprawdzasz, czy agent skończył. Ty przeklejasz wynik do następnego narzędzia. I Ty odpalasz cały proces jeszcze raz.

IndyDevDan stawia w swoim materiale prowokacyjne pytanie: skoro agent potrafi wykonać coraz większą część pracy programisty, dlaczego wciąż jesteś niezbędny do uruchomienia każdego kroku?

Nie chodzi o to, żeby wyrzucić człowieka z procesu. Chodzi o to, żeby przestać być jego zegarem i przyciskiem Start.

Trzy poziomy pracy z agentem: prompt, kliknięcie, harmonogram

Autor proponuje prosty model dojrzewania systemów agentowych.

Poziom Twoja rola Co uruchamia pracę?
In the loop Piszesz polecenia i pilnujesz przebiegu Twój prompt
Near the loop Oceniasz wyniki, udzielasz informacji zwrotnej i zatwierdzasz Zdarzenie, po którym agent przychodzi z propozycją
Out of the loop Obserwujesz rezultaty i kontrolujesz system Automatyczny wyzwalacz, np. cron

W pierwszym wariancie agent jest bardzo zdolnym narzędziem, ale nie ruszy bez Ciebie. W drugim potrafi wykonać pracę przed Twoim wejściem do procesu i kontynuować po Twojej decyzji. W trzecim wykonuje dobrze określony proces samodzielnie, bez obowiązkowego zatwierdzania każdego przebiegu.

Najważniejsze pytanie nie brzmi „co jeszcze może zrobić agent?”, tylko „co może wydarzyć się bez mojego kolejnego promptu?”.

To ważna różnica. Near the loop nie oznacza „mniej dokładnego nadzoru”. Oznacza, że człowiek pojawia się w sensownym momencie: wtedy, gdy rzeczywiście ma podjąć decyzję.

Proaktywny agent nie czeka, aż napiszesz „continue”

Klasyczny agent kodujący reaguje na rozmowę. Proaktywny agent reaguje na informację.

Może go uruchomić webhook, nowy ticket, zdarzenie w logach, akcja użytkownika albo harmonogram. Zamiast wpisywać „sprawdź, czy pojawił się błąd”, projektujesz system, który sam zauważa odpowiednie zdarzenie.

Autor opisuje przepływ obsługi incydentu:

  1. Wykryj zdarzenie w logach lub strumieniu zdarzeń.
  2. Oceń jego znaczenie, odróżniając problem od szumu.
  3. Zbadaj przyczynę i przygotuj propozycję poprawki.
  4. Poproś człowieka o decyzję w punkcie wymagającym zatwierdzenia.
  5. Zastosuj zmianę, zweryfikuj wynik i zapisz rezultat zgodnie z ustalonym procesem.

Człowiek nie musi siedzieć przy każdym wywołaniu narzędzia. Dostaje konkretną propozycję w momencie, w którym jego ocena ma największą wartość.

To właśnie human near the loop: praca dzieje się przed Twoim wejściem i po nim.

Trwały agent potrzebuje własnego miejsca pracy

Żeby to zadziałało, nie wystarczy dodać cron do zwykłego okna czatu.

Agent powinien działać w trwałym środowisku (durable agent). Musi zachowywać stan, pamiętać o zadaniu, przetrwać restart i móc wrócić do pracy po awarii. W prezentowanym podejściu otrzymuje własny sandbox z zasobami obliczeniowymi i narzędziami.

Dzięki temu jego życie nie kończy się wraz z zamknięciem laptopa. Do tego samego agenta można podłączyć się z przeglądarki, terminala czy telefonu.

Ale jest jeszcze jeden niezbędny element: warstwa API, przez którą różne zdarzenia uruchamiają pracę. Sam agent bez wyzwalaczy jest jak świetnie wyposażony warsztat, do którego nikt nie przynosi zleceń.

Trzy przykłady, które pokazują, po co to wszystko

Autor nie poprzestaje na architekturze. Pokazuje trzy zastosowania agentów działających blisko pętli człowieka.

1. Agent reagujący na incydenty

Zdarzenie wpada do systemu, zostaje sklasyfikowane, a agent prowadzi analizę i przygotowuje poprawkę. Człowiek dostaje wynik do przejrzenia i decyzję o wdrożeniu.

W demonstracji do oceny zdarzeń używany jest Jev. Autor zwraca uwagę na istotny szczegół: nie warto angażować modelu do rozpoznawania czegoś, co można sprawdzić prostą regułą, jak kod HTTP 500. Model przydaje się tam, gdzie trzeba zinterpretować znaczenie zdarzenia w kontekście konkretnego systemu.

2. Agent filtrujący informacje

Drugi przykład to stale działający agent zbierający wiadomości. Zamiast dostawać kolejną porcję nagłówków, autor otrzymuje informacje przefiltrowane według przydatności i przedstawione w wybranym formacie.

Może ocenić wynik, a jego reakcja staje się informacją zwrotną dla systemu. Powstaje mały produkt do jednego zadania, nie uniwersalny asystent, który ma wiedzieć wszystko o wszystkim.

3. Agent odtwarzający interfejs ze zrzutu ekranu

Trzeci przykład spodoba się każdemu, kto choć raz próbował uzyskać od AI układ „dokładnie taki jak na obrazku”.

Autor pokazuje DeepJ UI Replicator. Dostarczasz makietę, a system iteruje według schematu:

popraw → zbuduj → zrób screenshot → porównaj → popraw ponownie

Agent może używać kolejnego modelu do oceny podobieństwa. W jednym z pokazanych przebiegów autor uzyskał 86,1% dopasowania. Inny przykład zatrzymał się po kilku iteracjach, więc nie jest to gwarancja perfekcyjnej kopii. Chodzi o coś ważniejszego: system sam wykonuje wiele cykli prób i pomiarów, zamiast prosić człowieka o każdą korektę.

Core Four: cztery rzeczy, które musisz rozumieć

Według IndyDevDana przejście do bardziej autonomicznych systemów opiera się na czterech filarach, które nazywa Core Four.

  • Kontekst. Jakie informacje agent dostaje, co pamięta i co naprawdę jest mu potrzebne do zadania.
  • Model. Jaki poziom jakości, szybkości i kosztu ma sens w danym etapie procesu. Autor nazywa świadome zarządzanie tym kompromisem tokconomics.
  • Prompt. Nie tylko pojedyncze polecenie użytkownika, ale przede wszystkim instrukcje systemowe definiujące sposób pracy.
  • Narzędzia. Cały harness, czyli warstwa integracji, uprawnień i operacji, które agent może wykonywać.

Najciekawszy jest ostatni punkt. Autor przekonuje, że przewaga programisty nie polega dziś wyłącznie na umiejętności wybrania najlepszego modelu. Polega na zbudowaniu wokół modelu systemu dopasowanego do konkretnego problemu.

Możesz wymienić ogólny dostęp do shella na kilka bezpiecznych operacji. Możesz dodać warstwę oceny ryzyka. Możesz zdecydować, które kroki wykona tani model, a które wymagają dokładniejszego rozumowania. To już nie jest samo promptowanie. To projektowanie oprogramowania.

Vibe coding a agentic engineering

W filmie pada mocne rozróżnienie: vibe coding to sytuacja, w której nie wiesz dokładnie, co robi Twój system, i niespecjalnie to sprawdzasz. Agentic engineering to budowanie systemu, którego działanie rozumiesz na tyle dobrze, że nie musisz obserwować każdego kroku.

To nie jest pochwała ślepego zaufania. Wręcz przeciwnie.

Jeżeli agent ma pracować bez ciągłego nadzoru, potrzebujesz powtarzalnego procesu, testów, ograniczeń i mierzalnego wyniku. W przeciwnym razie automatyzujesz nie pracę, tylko produkcję niespodzianek.

Nie chodzi o liczbę uruchomionych agentów. Chodzi o liczbę użytecznych rzeczy, które dzieją się bez Twojego pilnowania.

Autor proponuje właśnie taki sposób mierzenia postępu: ile realnej, potrzebnej pracy wykonują systemy agentowe, gdy Ty zajmujesz się czymś innym. Nie liczymy bezsensownych pętli zużywających tokeny.

Jak zacząłbym we własnym projekcie?

Nie próbowałbym od razu budować w pełni autonomicznego zespołu programistycznego. Wybrałbym proces, który ma jasny początek, wynik i moment kontroli.

Na przykład po każdym wdrożeniu aplikacji:

  1. Webhook informuje o zakończeniu deploymentu.
  2. Agent zbiera nowe błędy, zmiany w kodzie i wyniki testów.
  3. Przygotowuje krótką diagnozę oraz propozycję poprawki, jeśli jest potrzebna.
  4. Otrzymujesz raport i ewentualny pull request do zatwierdzenia.
  5. System zapisuje decyzję i wynik, żeby kolejne przebiegi były łatwiejsze do oceny.

Na początku near the loop. Dopiero gdy proces jest sprawdzony, można pozwolić mu samodzielnie wykonywać bezpieczne, odwracalne czynności.

To moja propozycja zastosowania idei z filmu, nie gotowy system przedstawiony przez autora.

Przestań być przyciskiem Start

W materiale pojawia się też wizja kolejnego etapu: augment → automate → deprecate. Najpierw AI wspiera człowieka, później przejmuje część czynności, a w końcu niektóre ręczne kroki stają się zbędne. Autor określa ten kierunek jako zero-touch engineering i łączy go ze swoim kolejnym programem edukacyjnym.

Nie trzeba kupować całej tej wizji, żeby zobaczyć sens w zmianie sposobu pracy.

In the loop: wydajesz polecenia. Near the loop: zatwierdzasz. Out of the loop: obserwujesz system, który wykonuje ustaloną pracę.

Największą wartością programisty staje się wtedy nie tempo wpisywania promptów, ale umiejętność zbudowania niezawodnego procesu, który nie potrzebuje go przy każdej drobnej decyzji.

I może to jest najlepszy test dla następnego agenta, którego uruchomisz: czy jutro zrobi coś pożytecznego, zanim zdążysz otworzyć terminal?


Materiał źródłowy: IndyDevDan, „ELITE Agentic Engineers Are LEAVING THE LOOP… Here’s why”. Artykuł stanowi autorskie opracowanie przedstawionych koncepcji.

← Wróć do artykułów