W obecnych czasach AI otacza nas z każdej strony, wchodzi drzwiami i oknami, i nawet jak próbujemy zamknąć te drzwi i okna, to AI jakoś się przedrze (jak do Hugging Face). Jako programiści wykorzystujemy AI w pracy, a jeśli ktoś tego nie robi, to prędko się przekona, że bunt przeciwko maszynom sprawi jedynie, że zostanie w tyle. Świat się zmienił na stałe - jak po pandemii - i nie ma co liczyć, że bańka pęknie. W tym świecie nietrudno o AI-overwhelm. Co zatem zrobić, żeby nie przeładować się EJAJEM, a wciąż jednak się rozwijać w umiejętnościach pracy z nim?
Odpowiedź może was zaskoczyć.
Więcej pracować z nim.
Ale nie nad tym samym, co robicie na co dzień, nie, nie, nie. Znajdźcie sobie inną działkę, najlepiej zupełnie inną dziedzinę. Pamiętacie te czasy, jak mieliście projekt, który był skończony w 80%, gdy trafił do umieralni? Można go odkopać. Bez presji. Czy jest jakiś projekt nieprogramistyczny, który wydawał wam się zbyt trudny? Już nie jest. Nie trzeba się znać na niczym - AI się zna na wszystkim w stopniu good enaught.
Dlaczego to działa? Bo daje zabawę. Czytałem (żartuję, słuchałem) ostatnio o badaniach, które wykazały, że dzieci, które podczas zabawy przy okazji się czegoś uczyły, zapamiętały to dużo lepiej niż dzieci, które o wiele dłużej. Dlatego to, co wybierzemy, powinno sprawiać radość podczas pracy, challengować nas i pchać w nieznane i być tylko dla nas (z opcją komercjalizacji później).
Kilka moich projektów jako inspiracja:
- własna tarcza do smart zegarka
- własna aplikacja budzika do smart zegarka
- codzienny przegląd zainteresowań wysyłany w formie estetycznego newslettera na mój czytnik książek (to szczególnie siadło, bo skonfigurowałem to w ChatGPT, z którego na co dzień korzystam, i on po prostu wie, czym się interesuje, więc ta lista jest aktualna i pozwala pogłębiać zainteresowania)
- projekt gitary - ukulele o zupełnie innej konstrukcji - nawet nie zamówiłem drewna, ale projekt czeka.
Jeszcze raz, żadnych oczekiwań. Rób to jest for-fun. Przy okazji można się czegoś nauczyć, więc stonks.